Cytat:
Napisany przez Sunna
Potem przeczytam caly watek ale napisze bo zapomne teraz:
po co chodzic do kosciola skoro Bog jest wszedzie?
No bo jest cos takiego jak 10 przykazan, dzien swiety swiecic i takie tam. Modlic sie mozna wszedzie fakt, kosciol pozwala sie skupic i odsapnac chwilke. Moze dlatego ludzie zcasem tam wstepuja a nie klekaja gdzie popadnie w centrum miasta.
|
Już o tym Romanesco wspomniał, ja o tym od trochę innej strony napiszę.
Nie ma kogoś takiego, jak wierzący i praktykujący, jeśli założymy, że ten człowiek naprawdę wierzy i jednocześnie nie będziemy go uznawali za chorego psychicznie.
Jezus ustanowił Kościół i opisał zasady, na jakich ma on funkcjonować. Fakt, zostały one potem rozbudowane, ale dokonało się to przez ludzi, którym Jezus dał władzę do takich czynów. On też ustanowił sakrament Eucharystii i nakazał
każdemu Katolikowi obchodzić go na swą pamiątkę (można powiedzieć, że na szczęście dla wielu leni, ponieważ sakrament ten "zastąpił" Paschę, która była znacznie bardziej pracochłonna a i kosztowna).
Jeśli ktoś mówi, że wierzy w Jezusa Chrystusa i nie chodzi do Kościoła, to albo są to tylko czcze zapewnienia o wierze, albo mówi, że wierzy w słowa Pisma Świętego, ale nigdy ich nie przeczytał. Jest tam bowiem jasno napisane, że uczestnictwo w obrzędach liturgicznych to obowiązek każdego Katolika. Więcej. Sam Chrystus mówi "Ja jestem Drogą i Prawdą i Życiem. Nikt też nie przychodzi do Ojca inaczej, niż tylko przeze mnie" (J 14,6). Przecież jeśli ktoś w Boga wierzy i uznaje, że po śmierci, zależnie od stosowania się do Jego nakazów pójdzie albo do nieba, albo piekła, to chyba nie będzie świadomie nakazów bożych łamał?
Każdy człowiek ma wolną wolę. Uwierzę, że ktoś jest naprawdę wierzący i niepraktykujący zarazem, jeśli powie "wierzę i nie praktykuję, bo chcę pójść do piekła". Jeśli mówi inaczej - wierzy w swojego boga, nie tego z Biblii, a więc z punktu widzenia katolicyzmu - jest niewierzący.
Jeszcze do tego co napisał Burt - jak najbardziej się ze znaczącą większością zgadzam. No nie ze wszystkim, fakt, ale z opinią o częstochowskiej ikonie Matki Bożej i podobnych symbolach na pewno tak. Ten obraz (i inne tego typu relikwie) to są symbole, a nie obiekty kultu bezpośredniego! W rozumieniu bezpośrednim nie ma bowiem "Matki Boskie Czestchoskie", jak to mówi tysiące osób (w grupie przeważają liczebnie kobiety w wieku dość zaawansowanym, często z charakterystycznymi nakryciami głowy), tylko Maryja, której obraz, czyli symbol znajduje się na Jasnej Górze.
Dziś podczas dyskusji, jaką prowadziliśmy sobie na temat sprawy z organami JPII (toczonej pod pomnikiem JPII i Kardynała Stefana Wyszyńskiego na dziedzińcu Gmachu Głównego KUL), wykładowczyni tego uniwersytetu i jak najbardziej Katoliczka zauważyła (trochę wyrwane z kontekstu, ale sens zachowany), że Tomasz został zganiony za niedowiarstwo, mówiąc "nie uwierzę, dopóki nie zobaczę", a dziś ludzie muszą koniecznie zobaczyć taką czy inną relikwię, żeby "podtrzymać swoją wiarę". I ciężko się nie zgodzić, bo nie po to przecież te relikwie są...