Cytat:
Napisany przez Wawelski
Prywatne obezpieczenie to pikuś. Jak złapiesz grypkę, to i bez ubezpieczenia nie ma tragedii - z 50PLN za wizytę i ze 100 za leki. A prywatne ubezpieczenie zazwyczaj jest dodatkiem do podstawowego. Np. lekarstw nie będziesz miał po ulgowej odpłatności.
Ale większy problem, jak będziesz miał pecha i trzeba będzie poważniejszą operację czy leczenie przeprowadzić - za kilkaset tysięcy PLN.
|
O tym właśnie myślałem. Wiadomo, że coś takiego nie musi się zdarzyć, ale jednak może..
Rozumiem w takim razie, że ubezpieczyciele prywatni (może poza Medicover, który chyba właśnie pod Warszawą buduje prywatny szpital - ale to jeszcze potrwa) wszystkie porady, ewentualne badania itp. świadczą, ale w przypadku poważniejszych operacji i pobycie w szpitalu już nie?
Cytat:
|
Reasumując - nie warto rezygnować z ubezpieczenia NFZ. Może prawdopodobieństwo jest małe, ale koszty braku ubezpieczenia w poważnej chorobie mogą doprowadzić całkiem zamożną osobę do bankructwa i spłacania długów latami (o ile ktoś pożyczy przy zagrożeniu życia).
|
A orientujesz się, jakie w końcu są koszty takie ubezpieczenia nie będąc zatrudnionym? Bo widziałem już, że 9% i że 20% i raz, że od średniego wynagrodzenia w kraju, gdzie indziej z kolei, że od ostatniego wynagrodzenia w firmie, gdzie się pracowało.
Cytat:
Tak - z urlopu pracodawca musi się rozliczyć proporcjonalnie. Albo w naturze, albo w ekwiwalencie. Jedyny wyjątek, to jak przechodzisz do innego pracodawcy na mocy porozumienia między firmami - możesz wtedy przejść "z urlopem".
|
A jeszcze tak z ciekawości, żeby zakończyć temat. Jeśli pracownik np. zużyje urlop za cały rok, a zwolni się po sześciu miesiącach (czyli defakto według proporcjonalności powinien otrzymać ekwiwalent tylko za ten okres (gdyby oczywiście urlopu nie zużył), to musi dla odmiany pracodawcy cokolwiek oddawać? (proporcjonalnie do wykorzystanego, ale nie wypracowanego urlopu)