Pojawiła się pierwsza oznaka końca dziwacznych umów licencyjnych na oprogramowanie. Od pewnego czasu firma Network Associates (NAI), znana m.in. z antywirusowego narzędzia McAfee, korzystała z faktu, że umowa taka jest prawnie wiążąca dla amerykańskich użytkowników jej produktów. Firma umieściła zatem w kontrakcie dwa punkty zezwalające na publikację recenzji danego oprogramowania wyłącznie po konsultacji z producentem. Jak łatwo zgadnąć, od wprowadzenia tej innowacji trudno znaleźć krytyczne uwagi na temat produktów NAI, a sam pomysł wzbudził wiele zastrzeżeń prawników - spór o licencyjną cenzurę toczy się od lutego 2002 roku.
Niedawno sprawa znalazła swój finał w sądzie. Firma NAI otrzymała nakaz usunięcia spornych punktów z umów licencyjnych, nie wolno jej też wprowadzać jakichkolwiek warunków o podobnym charakterze. Ponadto sędzia zażądał podania liczby programów sprzedanych z nieważnymi umowami - posłuży ona ustaleniu wysokości grzywny
Text za Chipem!
A swoja droga kto z was czyta i rozumie

umowy licencyjne?
Kiedys zadalem sobie ten trud i ZDEBIALEM na co to ja sie mianowicie zgadzam!
Polecam lekture umowy na Translator Ang-Pol i Pol-Ang!
Tam, nawet wyniku trnslacji, nie to ze nie mozna opublikowac, ale nawet pokazac do wgladu osobom trzecim!