Opowiem Wam historię wziętą z życia emigrantów (właściwie to dwóch emigrantek).
W pewnym irlandzkim mieście mieszkają sobie razem 2 dziewczyny.
Razem, żeby było taniej.
Żeby było taniej również, zrezygnowały z całkiem przyzwoitego stałego łącza internetowego i wzięły miejscowy odpowiednik iplusa, z irlandzkiego o2.
A że dziewczyny lubią słuchać muzyki, to sobie odpalały na kompie youtube, dodawały całą górę linków do playlisty i komp praktycznie dzień i noc pięknie grał fajne kawałki z youtube.
Jakież jednak było zdumienie owych niewinnych

dziewcząt, gdy zły i brzydki operator przysłał im rachunek za ostatni miesiąc - około 1200***8364; (tysiąc dwieście

), w tym 20***8364; abonamentu + dodatkowa opłata za przekroczenie miesięcznego limitu 10GB (2 centy za megabajt).
Jak łatwo sobie policzyć, dziewczyny pociągnęły około 60GB danych słuchając fajnych teledysków.
Płacz, zdumienie, złość i takie tam, oczywiście telefony do znajomych (ratunku, co jest, i tak dalej).
Próbuję tłumaczyć - samo przeglądanie stron, czy też słuchanie muzyki online, lub oglądanie teledysków to również przesył danych, a te są liczone do limitu transferu.
Niby proste i oczywiste, a jednak...
...jedno z dziewcząt (akurat to, które wzięło na siebie abonament), uparcie twierdzi, że niesłusznie jej to naliczono, bo (i tu uwaga):
...przecież youtube jest ZA DARMO!
Ręce opadają.