Internet mi dzisiaj hula jak, nie przymierzając, Jujkowi jeszcze nie tak dawno (a może jeszcze?) Ponoć w wielu rejonach Polski Orange ma problemy, a mój dostawca oczywiście z Orange korzysta...
Swoją drogą nie ma roku, żeby choć raz jakiś rolnik nie przeciął jakimś lemieszem czy inną łopatą światłowodu. U nas akurat dochodzi tylko jedna, końcowa nitka, co oznacza do czasu naprawy awarii brak nie tylko netu, ale i usług gieesem (nie mylić z GSem, tam w dzień zawsze otwarte i zimne :piwo: jest) :sciana: Tu mi się nasuwają dwa pytania. Po pierwsze na jakiej głębokości oni te światełko kładli? Jak już się kopie raz, gdzie i tak najwięcej roboty jest z przepustami itp. to co im zaszkodziło dać te -10cm? Podejrzewam zresztą, że dane z dokumentacji przetargowej a rzeczywistość to dwie różne rzeczy i gdyby to było zrobione jak w papierach, to awarie zdarzałyby się w przypadku kopania stawu a nie orki... No i po drugie, dlaczego nie istnieje druga nitka z drugiego kierunku? Na co jak na co, ale na walkę z wykluczeniem cyfrowym pieniądze były niezłe przecież, więc światłowody można by ciągnąć na prawo i lewo i zawsze znalazłby się fundusz, który by jeszcze za to błyszczącymi dzięgami podziękował...
|