![]() |
Cytat:
|
rycho ale z tym okrętem to chyba ściema?? taki kawał do Gdyni pieszo szedłeś i od kont pamiętam to ORP Błyskawica zawsze stał w porcie , bo mu bebechy na żyletki przerobili , bo wtedy taka bieda była .
|
Ja?
Ja niewinny. |
rycho - z bana nie chcesz za podawnaie seriali? :szczerb:
|
Cytat:
I co to niby ma być ? |
Ja pamiętam z dzieciństwa głównie zabawy w strzelaninę na okolicznych budowach, granie w piłkę na ulicy nawet przy świetle latarni i zabawy w piaskownicy resorakami z Pewexu :spoko:. Za to w szkole bardzo popularna była gra w pieniądze, gdzie chodziło o wrzucenie monet do wykopanego małego dołka w ziemi i szał zakupów gumy ***8222;Turbo***8221; z obrazkami zachodnich aut. Telewizji nie oglądało się wtedy tak jak teraz, nie było żadnych canal+ HBO i VOD, a jedynie pierwszy i drugi program i dodatkowy bonus w postaci czechosłowackiej telewizji, który oglądałem na krajowym sprzęcie Jowisz TC500 w kolorze, lecz bez tak potrzebnego dziś Full HD :haha:. Pomyśleć, że to wszystko działo się w latach 80-tych i na początku 90-tych. Ach to były czasy :'(
|
nasi potomkowie beda z rozewnienie wspominac, za ich czasow to tylko PSP bylo :szczerb:
i ludzie sie na czatach jednoczyli :sciana: |
efcekagiewu erhakukudwa igrekikserkate osiemtegiesześćwu dwabesiedemkuosiem
Stare dobre czasy. |
Cytat:
|
Cytat:
|
za mlodu to nikt o fifie nie slyszal ;)
i szczytem marzen bylo miec takie prawdziwe korki .... na codzien to kazdy gral w w takich gumowych trampko-korkach :) |
teraz tez graja
co roku jak kolejna FIFA wychodzi :szczerb: |
i w pilke sie gralo .... praktycznie codziennie ;)
|
Cytat:
A z gier podwórkowych to poza znanym wszystkim, my graliśmy jeszcze w "kwadraty". Ale nie wiem, czy nazwa nie była nasza autorska (a może i gra..). Generalnie rysowało się jeden duży kwadrat (mniej więcej na szerokość ulicy osiedlowej) podzielone na cztery mniejsze, każda osoba stawała na jednym i grało się w coś w rodzaju siatkówki żonglując piłką nogami. I mimo, że komputer był (wtedy jeszcze chyba spectrum, może już amiga), to do domu wieczorem mało komu chciało się wracać.. |
Na takie wykorzystanie tej gry to ja nie wpadłem (raz dwa trzy baba jaga patrzy Ormianina)... :hmm:
Konflikt pomiędzy obroną sacrum a ukazaniem konsekwencji i trwałości postanowień, albo jakoś tak :D Ja się osobiście większości przemian nie dziwię, bo są naturalną konsekwencją przemian ustrojowych (konsumpcjonizm, kultura masowa), ale bynajmniej nie znaczy to, że się z nich cieszę... Nie zamieniłbym swojego dzieciństwa na to, jakie ma wielu młodych ludzi dziś. Mieszkałem w niedużym mieście, często jeździłem do Dziadka do osady leśnej (był nadleśniczym), w mieście chodziło się z chłopakami na strzelnicę, u dziadka właziło się na wieżę obserwacyjną (nieco ponad 30m) i emocje były większe, niż teraz lecąc samolotem, gdzie się nie czuje, że się leci... Jak się kiedyś umówiłem trzy kilometry za miastem ze znajomymi i po kilometrze wywróciłem się kolarzówką na żużlówce, oczywiście pojechałem dalej, cały czarny i ociekający krwią. Do dziś mam resztki żużlu w kolanie... A dziś syn znajomego mojego Dziadka wychowuje w Warszawie swoje dziecko według jakiś po**** zasad, kąpiąc je trzy razy dziennie, zmieniając ubrania 2x na dzień, pościel też jakoś często, nie wiem, czy nie przesadzę, ale to chyba było 2x w tygodniu, przygotowuje ponadto jakoś specjalnie jedzenie, otoczenie (żadnych pyłków i kurzu!), jak dziecko przyjeżdża do dziadków, najpierw przyjeżdża matka i cały dzień coś tam sprząta (chociaż jej teściowa już to dawno zrobiła "normalnie"). Co z tego mają? No to, co z tego musiało być - dziecko jest chorowite, zupełnie nieodporne na choroby, słabe. Lekarz zabronił zbyt częstych kąpieli, to się nieco poprawiło, ale z rodzicami tak opornie wszystko idzie, że to dziecko chyba prędzej umrze na zawał po zjedzeniu ukradkiem w ramach buntu dwóch pączków, niż bedzie dzięki temu zdrowe... |
| Wszystkie czasy w strefie CET. Aktualna godzina: 20:43. |
Powered by vBulletin® Version 3.9.0 LTS
Copyright ©2000 - 2026, vBulletin Solutions Inc.