![]() |
uwielbiamy z rodziną jeździć na dziko
najczęściej jest to spanie w busie (kiedys i teraz) lub przyczepie kempingowej (która przez parę lat z nami dzielnie znosiła wszystko ale na wiosnę ją puściłem dalej w szeroki świat - ponoć teraz będzie służyć za domek dla wędkarzy nałogowych, którzy po nią przejechali pół polski do mnie) pare razy też namioty, ale z uwagi na dzikie wypady spanie w aucie jest praktyczniejsze za kilkkaaset PLN można zrobić sobie niezłą bibę w dowolnym prawie że miejscu ale trzeba mieć własny pojazd i to dość duży, by się wygodnie pomieścić jedną z najlepiej przeze mnie wspominanych wypraw (ale to bez dzieci) był tygodniowy spływ kajakiem po Warcie - spanie pod namiotem, pasza z ogniska, dojazd na start i powrót z granicy niemieckiej PKP koszt całości to może z 300 pln wyszło na dwie osoby, ale sprzet do tego potrzebny to już parę tysi ;) |
Chyba pod gruszą, albo jak moje w pracy, 12 godzin płatnego urlopu, połowa przespana, no i tylko 12 godzin pracy. :>
|
To jest to samo miejsce, drugie zdjęcie jest ujęciem z przeciwnej perspektywy, jak by ktoś chciał zrobić zdjęcie fotografującemu. A stał by akuratnie obok tej dużej czarnej (byłej) stodoły, co ma kwadratowe wejście (też czarne). A swoją drogą to niedaleko są kampingi i można domek wynająć (Hytte) czy jakoś tak :P
Uwaga Moderatorzy.... wklejam link :D https://www.google.com/maps/@61.9072...7i13312!8i6656 he he... dla mnie piękną pamiątką jest to że Google robiło zdjęcia jak tam byłem :P |
To pierwsze zdjęcie >> tam na wakacje chętnie bym się wybrał :spoko:
|
Byłem młokos, do dzisiaj mocno związany z domem. Jednak tam czułem się jak w domu. Nigdzie indziej tak nie miałem. Owszem praca ciężka była, ale wiedziałem za co pracuję i warto było. Ludzie mili i życzliwi, a co najważniejsze z szacunkiem do pracownika. Hmm Oni mnie jak kogoś z rodziny traktowali. Niestety nie ma do czego wracać, dawno to było.
|
Fiordy Ci z ręki jadły :)
|
Polska jest piękna sama w sobie, a jeśli mowa o udanych wakacjach to mogą być wszędzie, tylko pytanie na jakich ludzi się trafi. Urodziłem się i wychowałem na Podkarpaciu, czyli Bieszczady pod nosem. Solina blisko nie jest ale tragedii nie ma. Płaskie tereny mnie nużą, to i Holandia mi jakoś strasznie nie przypadła do gustu (choć jeśli rowerem jechać to zrobił bym tam z 500 km więcej niż w Bieszczadach i to bez zadyszki k***a
Jedynym krajem w którym się trochę zakochałem i w którym nawet mógł bym się osiedlić jest Norwegia. A tutaj dam wam zdjęcie z miejsca gdzie dawno temu pracowałem i mieszkałem jakiś czas. https://scontent-frt3-2.cdninstagram...NTg2OQ%3D%3D.2 https://scontent-cdt1-1.cdninstagram...MjAxNA%3D%3D.2 |
Zależy jakie masz warunki.
Jeśli chcę tanio, to wpinam kemping do auta i jadę przed siebie aż mi się pieniądze skończą. :D |
Najtaniej, to jest nigdzie nie jechać. :taktak:
|
Cytat:
A za linka wyslemy cie na wieczny spoczynek k***a |
Najtaniej to teraz chyba jechac do Bułgarii ;)
|
Moje Bieszczady i autostop wzdłuż całego polskiego wybrzeża też tak wyglądał, z tym, że na dwa razy w Bieszczadach i jeden raz w Beskidzie Żywieckim kasy na powrót nie zabrakło, ale z autostopu zwiewaliśmy pociągiem, na miejskie autobusy nie starczyło.
Jak po latach wspominam, to ten autostop był strasznie męczący, za to dwa wyjazdy na miesiąc w Bieszczady, ukształtowały mnie, poznałem na czym życie polega. Pieniędzy nie trzeba było dużo, bo pomagaliśmy od zbierania siana, po dojenie owiec, a nawet rąbanie drewna. Chleb w małych sklepikach był 3 razy w tygodniu, jajka na wagę, no i nic więcej. Nikt nie narzekał, przeżywaliśmy przygodę życia. ;) |
Sam do takich gigantów się zaliczałem, w czasach ogólniaka. Z jednym wyjątkiem - po dojeździe na miejsce biwakowania (najczęściej nad jakimś kaszubskim jeziorem) odliczaliśmy co do grosza kasę potrzebną na powrót PKSem do domu, tę pakowaliśmy do słoika, który następnie był zakopywany przez osobę mającą opinię posiadania największej siły woli - oczywiście tylko ta osoba wiedziała gdzie zakopuje. :>
Cała reszta szła na wiadome potrzeby. Jedzenie, jak mniej ważne, nie było ważne. W ostatecznej ostateczności szło się nocą na pole po ziemniaki albo i co innego się trafiło - często były to przepyszne kaszubskie truskawki. :jem: Opcja dzwonienia po rodziców w grę nie wchodziła - komórek wtedy nie było, a nie mając wcale kasy, z budki zadzwonić nie szło. :nieee: |
Przeglądaj profile w social mediach agregujące usługi tanich przelotów i tanich pobytów np. www.fly4free.pl, czasami można trafić perełki rezerwując z odpowiednim wyprzedzeniem. Ja ostatnio wyrwałem 4 dni na Kubie dla dwóch osób z przelotem i zakwaterowaniem za 770 PLN (385 PLN za osobę). Zawsze chciałem zobaczyć ten kraj, a przy takiej cenie grzech nie lecieć.
|
Pamiętam, z czasów słusznie minionych, ekipę gigantów z Poznania. Przyjechali nad morze, standardowo na 2 tygodnie. Skromne zasoby gotówki stracili migiem, jeden z którejś dyskoteki wrócił w samych gatkach i tak funkcjonował przez ponad miesiąc :haha:
Bez żadnej kasy żyli tam i pili (codziennie) 2 m-ce. Siedzieli tam tyle czasu, bo nie mieli za co wrócić. Opcją absolutnie ostateczną był telefon do starych, żeby po nich przyjechali....co w końcu się stało. Do namiotu nie wchodzili, bo się nie dało, spali przed, na koniec go spalili :rotfl: Parę porad, z tamtych obserwacji, mogę udzielić. Niektóre nadal całkiem aktualne :D |
| Wszystkie czasy w strefie CET. Aktualna godzina: 15:01. |
Powered by vBulletin® Version 3.9.0 LTS
Copyright ©2000 - 2026, vBulletin Solutions Inc.