|
We Francji już powstał pomysł obligatoryjnego dawania gwarancji na pięć lat przez wszystkich producentów, którzy cokolwiek w tym kraju zechcą sprzedać oraz udostępniania części zamiennych przez dziesięć lat, w tym braku możliwości łączenia tych części w całe drogie zespoły (tam były podawane zintegrowane baterie, ale pomysł był szerszy i dotyczył różnych połączeń). Takie podejście na pierwszy rzut oka wydaje się radykalne, ale tylko do momentu w którym się nad nim głębiej zastanowimy - przecież w gruncie rzeczy jest to jedynie legitymizacja oczekiwań każdego klienta (bo nie ma chyba takiego, który oczekuje od nowo kupionego TV czy innego urządzenia, że podziała 24 miesiące i szlus...
Wbrew pozorom rozumiem tok rozumowania pracowników serwisu - przecież z jednej strony nie chcą tracić klienta odsyłając go gdzie indziej (a coraz większy odsetek napraw właśnie tak wygląda i trzeba byłoby odsyłać - psuje się drobnostka, jednak połączona z połową urządzenia), z drugiej z kolei nie mogą proponować naprawy tańszą metodą, bo im producent autoryzację zabierze. Winę w głównej mierze ponosi producent, który woli używać kleju niż śrubek. Serwis trochę też, bo czasem warto zrezygnować z zysku ale utrzymać dzięki temu renomę.
Nie ulega wątpliwości, że dopóki prawo jest jakie jest serwisy tego typu prząść będą cienko. Tu jednak odzywa się nieubłagane prawo rynku - albo u nich będzie z kasą cienko albo u klienta i niech się nie dziwią, że klient jednak woli opcję nr 1...
Swoją drogą zastanawiam się, czy gdyby to była naprawa w ramach gwarancji to producent nie wygrzebałby ze swoich magazynów samego modułu t-con, przypadkiem nie połączonego z inwerterem i matrycą...
|