![]() |
Cytat:
Cytat:
No więc ubolewam nad tym. ;) |
Idealny temat, do moich dzisiejszych przemyśleń :D
Dzisiaj akurat zetknąłem się ze skrajnymi przypadkami traktowania klientów. Wydaje mi się, że ta cała dyskusja zupełnie niepotrzebnie została od razu skierowana na jeden tor - płaca. Ja bym to traktował jako czynnik dodatkowy, a nie główny i pchający ku konkretnym zachowaniom. Uważam, że wszędzie wszystko zależy od ludzi. Wszędzie możesz spotkać nadętego gbura, jak również wszędzie możesz spotkać miłego, pomocnego człowieka. Kilka przykładów. Załatwiałem jedną sprawę w Urzędzie Miasta w Poznaniu. Wziąłem numerek, odczekałem 3,5 godziny, podszedłem do okienka i zaczynam załatwiać. Pani mi mówi, że nie możemy nic zrobić bo nie mam jednego papierka. Ja jej wytłumaczyłem, że sprawdzałem w internecie co jest potrzebne, potem dzwoniłem specjalnie na infolinię żeby nie było niedomówień. Nigdzie nie było nic o tym zaświadczeniu. Nie ma mowy i koniec. Następnego dnia przychodzę z tym zaświadczeniem, znowu czekanie i znowu wizyta u pani z okienka. Tym razem inne okienko. Inna pani. Poinformowałem o co chodzi, zaczęła stukać w komputer. Po chwili powiedziałem, że byłem dzień wcześniej, ale nie miałem zaświadczenia. A ona mówi: "to nic takiego, w ciągu tygodnia mógłby Pan donieść to do pokoju 307". Jak jej powiedziałem, że w okienku obok mnie odesłano z kwitkiem to się zaczerwieniła i mnie przeprosiła! Tak - przeprosiła mnie za zachowanie kogoś innego. Ten sam urząd, ta sama sala, inna pani. Obie miały na plakietkach 'referent', więc stanowiska też takie same. A to przykłady z dzisiaj. Popsuła się rodzicom zmywarka. Pan fachowiec stwierdził, że naprawa będzie kosztować ponad 500zł. To się rodzice zdecydowali na zakup nowej. Byliśmy w trzech różnych sklepach w Choszcznie. I spotkaliśmy się z trzema różnymi sposobami obsługi. Wszystkie sklepy to sieciówki. Pierwszy (ten, po którym biega goła Doda), to miła obsługa, ale niekompetentna. Pan przyszedł, ale nie umiał powiedzieć o sprzęcie nic ponad to, co sami mogliśmy wyczytać z plakietek. W dodatku, żeby chociaż to powiedzieć, to musiał czytać z plakietki. Drugi (ten, co Golec uOrkiestra śpiewała, że tanio), to obsługa niemiła i nie wiem czy niekompetentna (bo skoro trudno było cokolwiek z nich wydusić). Przyszliśmy pół godziny przed zamknięciem. Trzech pracowników nabuzowanych. Na każdego wchodzącego klienta patrzyli, jak na intruza, który tyłek im zawraca pół godziny przed fajrantem. Znaleźliśmy zmywarkę, która rodzicom odpowiadała i naprawdę chcieliśmy ją kupić. Facet robił wrażenie jakby był przerażony, że jeszcze musi coś zrobić. Na pytanie, kiedy nam przywiozą, to stwierdził, że nie wie, ale na pewno po Nowym Roku. Zawołał kolegę, który był równie niemiły i opryskliwy. Ten stwierdził, że jak się uda, to mogą przywieźć najwcześniej 05.01, a jak się nie podoba, to mamy załatwić własny transport. Trzeci (również z sieci od Golców), to obsługa miła i (chyba) kompetentna. W tym sklepie była również jeszcze jedna sytuacja, którą bym chciał opisać, ale to później. Byliśmy tam 10 minut przed zamknięciem. Facet z uśmiechem potrafił doradzić, nie obrażał się na pytania. Ostatecznie do miłej obsługi dorzucił jeszcze rabat 50zł i darmowy transport. Na pytanie, kiedy mogą przywieźć, to zdziwiony odpowiedział: "ale dzisiaj Państwu nie pasuje?" Można? Można! Ta sama sieć sklepów, więc podejrzewam, że i płace podobne, a jednak obsługa na zupełnie innym poziomie. Wszystko zależy od ludzi. Pominę już sytuację, gdy młody i bardzo miły pan w sklepie komputerowym wcisnął sąsiadce laptopa za ponad 6000zł. Pani ma ponad 60 lat, a komputer potrzebuje tylko do tego, żeby "poczytać internet" i porozmawiać z córką na Skypie. Co do fragmentu rozpoczynającego tę dyskusję: Cytat:
Jeśli wszedłeś do sklepu i roztoczyłeś wokół siebie aurę niesamowitości patrząc z góry na małe robaczki harujące za marne grosze, to nie dziw się, że Cię tak potraktowali. Sam dzisiaj byłem świadkiem takiego zachowania. Właśnie, jak rodzice kupowali zmywarkę w tym trzecim sklepie, to jakiś klient oglądał telewizory. Najtańszy z nich był za ponad 8000zł. Podszedł do niego sprzedawca i zapytał czy może pomóc, a gościu mu wyskoczył z tekstem: "a co pan mi może o tym powiedzieć? Nigdy nie będzie pana na to stać". Sprzedawca zrobił wielkie oczy ze zdumienia. Na szczęście się nie przejął. Spojrzał się na mnie, uśmiechnął się i poszedł sobie. Mam nadzieję, że w Twoim Berionu przypadku tak nie było :) W tym co piszecie o tym, że pensja działa demotywująco, że szef traktuje pracownika jak śmiecia, to też jest trochę prawdy. Niech jednak ten pracownik się zastanowi, bo dużo lepiej wyjdzie na tym, jeśli obsłuży klienta tak jak sam by chciał być obsłużonym. Wystarczy, że parę osób złoży skargę temu wrednemu szefowi i już może być po pracy. Ba! Nawet jeśli skargi nie złożą, ludzie zaczną sobie odradzać ten sklep (w takim małym mieście jak Choszczno, to się szybko roznosi), spadną obroty i kto poleci? I właśnie dlatego, że o inną pracę i płacę ciężko, że za drzwiami czeka cała kolejka chętnych, którą szef cały czas straszy, to w interesie tego pracownika jest by klient wyszedł ze sklepu zadowolony. Przebiłem Andiego w długości posta :D |
Cytat:
gorzej po jakimś prywatnej 'fabryce' studentów z papierkiem na kierunku zarządzanie i marketing... @Bartez ja nikogo nie obwiniam,i nie narzekam, na swoje wychodzę mam za co żyć i spłacać kredyt mieszkaniowy w franklinach :taktak: Ale mam epizod 'tyrania' w swoim życiu, otarłem się o duże firmy 'korporacyjne' i strefę przemysłowa gdzie teraz 60% ludu pracuje na śmieciówkach a problem polega m in na tym że taki np. ślusarz po zawodówce w życiu się nie utrzyma z pensji a broń boże będzie miał rodzinę na utrzymaniu i już widzę tego ślusarza który po 10h pracy wraca do domu i zakuwa jakiś język problem wyrównania zarobków - dlaczego pracując na wyspach na gównianym zmywaku dasz rade się utrzymać ? nie ma też co liczyć na to że każdy komu 'żle' na etacie, otworzy swój biznes rynek jest tak wyżyłowany i wyśrubowany w walce o klienta że hoho, |
Wszystko jest kwestią wychowania i tego, jakim jest się człowiekiem.
Widziałem sprzedawców w Biedronce, którzy są mili, jak wspomniał edu, potrafią rzucić coś i pomóc klientowi, a widziałem też w drogich sklepach chamów w garniturach, którzy nie potrafią się nawet wysłowić a o pomoc trzeba prosić. Najwięcej chamstwa spotkałem wśród ludzi, którzy mają własne biznesiki i mają się za super specjalistów w swojej dziedzinie, mimo, że gówno wiedzą. Wówczas traktują z góry zarówno klienta jak i personel. Studia nic do tego nie mają, jak ktoś jest chamem, to nim zostanie, nawet z tytułem profesora. |
Cytat:
Oczywiście jeżeli sprawa będzie dotyczyła ekskluzywnego sklepu, to taki powinien jak najszybciej upaść. |
Wszystko jest prawda, poza tym, że w realu.- jest drogo, na coś promocja a 5 innych rzeczy droższe niż w sklepikuzarogiem. :]
A w sklepikuzarogiem znam właściciela, pogadamy, pośmiejemy się z dowcipów, poszuka towaru jak ja nie mogę znaleźć, jak dzisiaj nie ma, to będzie miał jutro, a w takim pieprzonym realu nikt mi nie był w stanie powiedzieć gdzie jest sól. Supermarkety, tak zwane dyskonty, to 2 używam, Biedronka i Lidl, z czego Biedronka bija na głowę Lidla wszechstronnością, a Lidl ma niektóre towary w nieporównywalnie lepszej jakości, choćby te lody i czekolady. |
Cytat:
Cytat:
Cytat:
Na marginesie - dziś wszędzie jest się łatwo dostać. Z moimi wynikami zarówno na mojej maturze jak i na obecnych, pisanych z ciekawości (po paru latach, ile już zdążyłem zapomnieć!) dostałbym się wszędzie. UJ, UW, UAM - whatever. Wszędzie, na każdy kierunek humanistyczny (w tym prawo) w pierwszym podejściu. Jestem po biol-chemie, przy czym na medycynę co prawda bym się też pawdopodobnie dostał, ale już na wielu UM-ach w drugiej turze.Teraz autentycznie nie chce mi się szukać pracy w swoim zawodzie - nadpodaż spowodowała spadek stawek, więc zarobki śmiesznie bliskie minimalnej krajowej. Mam jeszcze zrobione w międzyczasie kilka innych uprawnień (między innymi instruktora nauki jazdy - bawiłem się w to jakiś czas po godzinach i nawet nieźle na tym wychodziłem) - przy czym dziecko spowodowało, że odechciało mi się trybu pracy 6-20 i ograniczyłem się do pracy na jednym etacie. Obecnie wykonuję pracę zupełnie nie w swoim zawodzie ale w świetnej atmosferze i z zarobkami znacznie powyżej osławionej pensji minimalnej - choć do równie sławetnej średniej krajowej też mi jeszcze daleko. Pierwszą po studiach moją pracą był etat informatyka u lokalnego ISP, z pensją 1400 na rękę (minimalna wówczas wynosiła ok. 1100). Fakt - zawsze traktowałem klientów uprzejmie i nigdy nie olewałem pracy, ale to raczej wynikało nie z pensji, a z dość dobrej atmosfery w pracy: kiedy raz utrzymałem nerwy na wodzy mimo że mnie jeden podpity wioskowy głupek wyzwał od skurvysynów, szef powiedział tylko "trzeba mu było powiedzieć żeby spier.dalał, nie pozwalajmy traktować się jak śmiecie". W tym myśleniu jest metoda - jeśli klient jest kulturalny, to niby jakim prawem wyładowywać na nim swoją frustrację ze złej pensji czy pracy? Skoro nie wyładowujemy się na żonie wracając do domu, to i dlaczego na nim? Z drugiej strony - nie widzę powodu, dla którego pracownik Reala ma się do mnie sztucznie uśmiechać, skoro wiem, że jest w robocie traktowany jak pomiotło - mam wręcz świadomość, że tyle co płacę mniej, to w dużej części są jego okrojone zarobki, więc nawet nie poczuwam się do prawa żeby wymagać za wiele - w myśl zasady "(ile) płacę - (tyle) wymagam". |
Jeszcze raz podkreślę, nikt nikogo nie zmuszał do pójścia na studia. Wg mnie ogromnym błędem było zlikwidowanie zawodówek. Nie mam pojęcia, czemu to miało służyć. Po takiej szkole, kto chciał, miał fach w ręku i mógł sobie iść do pracy. Jak ktoś był dobry i miał głowę na karku, to po paru latach otwierał swój zakład (obojętnie, ślusarz, mechanik, fryzjer) i był zadowolony. A dzisiaj tytuł magistra jest zupełnie bezwartościowy, bo o niczym nie świadczy, a niektórzy ludzie po studiach nie mają pojęcia, co mogliby robić.
|
To niezadowolenie bierze się też z tego, że ludzie kończą studia humanistyczne, po których tylko wybitni się wybiją, reszta ma szanse na pracę jaka jest, są sfrustrowani, a żyć za coś trzeba. Dobrze Donek powiedział, choć w jego ustach to hipokryzja, że lepiej było szkolić się na spawacza. :]
|
Cytat:
I co to znaczy, że ktoś skończył nieprzydatne studia? Bo łatwiej było, bo się nie trzeba było tyle uczyć? Byle tylko dostać papierek. Czy to moja wina? Zawsze poza pracą można się dodatkowo dokształcić, próbować uczyć się jakiegoś obcego języka itp. Możliwości jest wiele, szczególnie w dobie internetu, trzeba tylko chcieć. Ale lepiej narzekać i obwiniać wszystkich dookoła, jak to jest mi źle. Cytat:
|
Cytat:
Nie chciało mi się, bo leń jestem, ale powinienem cię do sądu podać, abyś zapłacił tysiaka na Fundację TVN, to byłbyś wtedy kulturalny - zgodnie z twoją logiką, z którą zresztą zgadzam się: tylko pała. Rzadko zgadzamy się, miło że dziś tak jest. |
U mnie w miejscowej Biedronce jest pełna kultura, pani wyjeżdża z magazynu z paletą, ja się o coś pytam, rzuca paletę i prowadzi mnie za rączkę pokazać gdzie to jest.
Najgorzej jest w Społem, najdroższym, chociaż w miejscowym samie się poprawiło, musiały nieźle dostać po dupie, bo zachowywały się jak w latach '80, a teraz nagle odmiana, normalnie jak w Biedronce. :D Idę dojeść gęś, to jest dopiero pyszna ryba! :D |
Cytat:
Ale dyskusja się porobiła. Nie do końca potrafię wczuć się w podejście pani z Biedronki, choć w mojej okolicy (3 sklepy) na brak kultury nie mogę narzekać. Słyszę - "dzień dobry", widzę służbowy (sztuczny to fakt) uśmiech, potem "do widzenia"(czasem "zapraszamy ponownie", etc). Prawie tak samo jest w Lidlu, Piotrze i Pawle (tu zetknąłem się z niekompetencją). W każdym z tych miejsc spotkałem się z różnym, negatywnym potraktowaniem klienta (spojrzenie, słowa, wrzaski, etc.). Czasem mogłem ocenić sytuację i prawie zawsze rozumiałem kasjerkę. Sam mam klientów (B2) i bywa, że delikwent za grosze chce cudów. Czy czasem nie jest tak odrobinę z Twoim podejściem. Wchodzisz do taniego sklepu, z towarem jakości..., a domagasz się obsługi na poziomie cesarza. Ktoś doradzał zmianę pracy, ja doradzę zmianę sklepu. Będzie drożej, ale kultura sprzedawcy zazwyczaj wyższa. Najgorsze są chyba jednak nie Biedronki, Lidle, Adli, Żabki, a sklepy komputerowe. Te to potrafią wciskać ciekawy sprzęt osobom niezbyt się na tym znającym. Który sprzedawca lepszy? |
@edu
napisalem jasno i wyraznie, gdyby im dolozyl po te 500 to by mial z 15k dla siebie uwzglkedniajac wieksze skladki... bo on udaje, ze placi a oni udaja, ze pracuja... |
Cytat:
@bartez nie widzisz tego bo masz dobra prace/studia i za pewne spokojne stanowisko ale zwykłych ludzi 'ora się',przeważnie są to osoby z średnim wykształceniem,nie przydatnymi studiami i brakiem znajomości bylem świadkiem ponad 5 letniego dzialania fatamorgany dobrej pensji ,stanowiska i spokojnego życia w zamian za poświecenie i sumienność, czyli 2 etaty w cenie 3/4 etatu :D |
| Wszystkie czasy w strefie CET. Aktualna godzina: 16:49. |
Powered by vBulletin® Version 3.9.0 LTS
Copyright ©2000 - 2026, vBulletin Solutions Inc.