![]() |
Cytat:
Jeżeli samochodu używasz rzadko i w szczególnie trudne dni możesz jeździć np. autobusem, to nie bardzo się opłaca zakup zimówek (guma parcieje nawet nieużywana). Jeśli jednak samochód jest Ci niezbędny np. w pracy i musisz być gotowy o każdej porze, to nie widzę żadnego argumentu, żeby takich opon obok np. wielosezonowych nie mieć. Cała ta dyskusja jednak rozgorzała chyba z innego powodu - ludzie zakładają zimowe opony często bezmyślnie, nawet jak nie muszą - np. sporo osób zrobiło to już w październiku. Niestety media też tu robią niedoświadczonym kierowcom niedźwiedzią przysługę mówiąc, że już czas najwyższy założyć opony - taki komunikat usłyszałem jakiś miesiąc temu, a od tego czasu już kilkakrotnie temperatura przekroczyła górną granicę ich prawidłowego zastosowania. Ale cóż - skoro pani od pogody tak mówi, to 3/4 narodu słucha... (prawie słychać beee... beeee... beeee...) |
Cytat:
Na lato sa opony letnie a na zime zimowki. Opony caloroczne to tylko chwyt marketingowy i nic wiecej. |
Cytat:
|
czyli co?
w mieście kupować całoroczne, czy zimówki? dodam, że moje miasto leży na terenie gdzie są ulice o dość dużych spadkach. jutro idę kupić, bo pamiętam zeszłoroczną jazdę, gdy samochód stał 3 tygodnie w zaspie odpalany tylko co tydzień na pół godziny. w tym roku nie zamierzam powtarzać tego błędu. |
Cytat:
Od siebie dodam tylko, ze auto na zimowkach z systemem kontroli trakcji daje rade wjechac niemal w kazde miejsce ;). |
W końcu w Małopolsce zaczął ledwo co pruszyć śnieżek, ale już słyszę jak się wszyscy co jeszcze (o zgrozo! || ) tego nie zrobili dobijają się do serwisów. Eh... już widzę jak przy temperaturze zaledwie 0 st.C je wykorzystają. Żeby było śmieszniej, to za "śniegiem" wyszło słońce i od razu go topi :haha:
|
Cytat:
w lecie gorzej niż na letnich w zimie dużo gorzej niż na zimowych w starej Toyocie miałem takie. jeśli jest to samochów, który jeździ w zasadzie tylko po mieście to pomysł nie jest głupi - te kilka dni corocznej masakry śnieżnej można jakoś przeczekać w autobusach np. |
Cytat:
wszak w ich interesie leży, żebyśmy kupowali ich jak najwięcej :hmm: |
Jabba!
Ja nie prowadziłem samochodu w latach 80/90... a malucha miałem do 2001 roku... więc wiem jak to jest z pierdzielami... :) Zapier**nie z akumulatorem, klucza do zamka wsadzić nie można (a jak można to... każdy klucz ;) ) lód na szybach etc... etc... Teraz mam Toyotkę, nie mam problemów z odpaleniem go zimą, ogrzewanie chodzi... ale... białego gówna dalej nienawidzę!! ;) A... na opony zimowe na razie mnie nie stać... :( |
Cytat:
W każdym razie i jako pasażer pamiętam dobrze różnego rodzaju atrakcje z uruchamianiem rano samochodu, łącznie z dostawaniem się jakoś do niego (najlepszy był numer, jak kupiliśmy odmrarzacz do zamka - próbujemy otworzyć samochodód, ale zamek oczywiście zamarznięty, więc pytam się osoby, która kupiła płyn, gdzie do dała. Na to odpowiedź - no jak to gdzie, w samochodzie.. ;) ) uruchamianiem (kabelki, pchanie...) i innymi atrakcjami. A że powtarzało się to mniej więcej codziennie przez kilka lat, to jest co pamiętać :) Pamiętam również jak będąc w Warszawie jechaliśmy gdzieś z ojcem rano przy ok. -25. Jechaliśmy co prawda Mercedesem, ale z absolutną resztką benzyny i w pewnym momencie na jednym skrzyżowaniu zgasł nam samochód (w Mercedesie naprawdę rzadko się to zdarza - przez ok. 10 lat jak go mamy kojarzę może z trzy takie sytuacje - zresztą jedna nie tak dawno - jak też mieliśmy resztkę benzyny i wybraliśmy się do Galerii, gdzie jest piętrowy parking i wjeżdża się pod dużym kontem.. To nie był dobry pomysł na resztkę benzyny ;) ) i już nie zapalił. Okazało się, że... benzyna zamarzła.. Po około godzinie, jak wyszło słońce i zaczęło grzać, to pojechaliśmy dalej. W każdym razie zima + samochody to zawsze różnego rodzaju atrakcje :) |
Cytat:
|
Cytat:
Wszystko sie da,nawet bez zimowek,ale z nimi jakos yak latwiej. a co do ekstremalnego uruchzmiania auta w zimie, to pamietam ze jak bylem maly, to wujek mial starego zuka. i dziennie rano musial polewac go w okolicach silnika goraca woda zanim zaskoczyl,ale prawie zawsze pomagalo ;) |
Cytat:
Ja pamiętam z przełomu 89/90 - a to juz troche bliżej. Dodał bym jeszcze że niezastąpiony był poteżny kamień w Kanciaku w bagażniku, bądź worek, albo 2 wapna, piachu czy czegokolwiek ( ale nie zwłok - w moim przypadku). I można było wtedy jakoś sobie radzić 8 ) |
Cytat:
jeśli chodzi o opony to najlepiej sprawdzały się wielosezonowe kartoflaki stomilu (z takim chorym bieżnikiem, robione chyba do tej pory albo do niedawna - widzę jeszcze na Polonezach takie gumy) jak ktoś zaszalał i kupił sobie super letnie opony w Pewexie to w zimie miał bal z piruetami || |
Cytat:
Nic mi nie mów, bo mimo, że jestem raczej z tego młodszego już pokolenia (24 lata) to pamiętam to bardzo dobrze. Zresztą... spóźniłem się wczoraj na uczelnię, bo... najpierw przez 15 minut skrobałem szyby maluszka, a potem nie mogłem go zapalić ;) |
| Wszystkie czasy w strefie CET. Aktualna godzina: 15:26. |
Powered by vBulletin® Version 3.9.0 LTS
Copyright ©2000 - 2026, vBulletin Solutions Inc.