![]() |
Pamiętajcie tetryki, potas i magnez musimy łykać w takie upały. Ja wczoraj wypociłem z wiadro wody, bo mieliśmy cały dzień blokowanie drogi w słońcu, w nocy skurcze nóg wygoniły mnie z wyra, ale dwie kapsułki Potazek Mag uzdrowiły mnie po kilku godzinach. :sciana:
|
Wiadomo, stare, zramolałe Edzisko :>
|
Ja go obserwuję od dawna, ty zresztą też :rotfl:
|
Za mało obserwujących i za mało lajków :party:
|
Ponieważ od jakiegoś czasu mniej używam Facebooka, to próbuję znaleźć sobie Przyjaciół poza nim - ale według tych samych pryncypii...
Wychodzę więc codziennie na ulicę i opowiadam przechodniom, co jadłem, jak się czuję, co robiłem wczoraj, co robię teraz i co będę robił jutro... Daję im zdjęcia moich przyjaciół i mojego kota, oraz jak naprawiałem rower lub jak wyglądałem jako dziecko... Przysłuchuję się uważnie ich rozmowom i mówię: "Podoba mi się" i wiecie co - to funkcjonuje!!! Obecnie mam już pięć osób, które mnie obserwują: 2 policjantów, 1 psychiatrę, 1 psychologa i 1 strażnika miejskiego... |
Jarson, tetrycy się zasuszają, normalne. :>
|
:uklon:
|
Gratulacje :spoko:
|
Dziś po raz pierwszy od 14 lat oficjalnie z BMI nie mam już nadwagi :jupi: Wreszcie przebiłem w dół wagę z końca studiów (83 kg) - o wadze z końca liceum nawet nie myślę (63 kg), bo prawdopodobnie złamałbym się wpół, ale sądzę, że 75 mam w rozsądnym zasięgu.
Wcześniej (2 lata temu) sporo zrobiłem jedynie dietą, ale bardzo restrykcyjną. Teraz połączyłem zwykłą dietę i zwykłe ćwiczenia, i to i to bez przesady: po odstawieniu piwa oraz wszystkich słodyczy plus po prostu nie obżeraniu się (poza cukrem w postaci słodyczy, lodów i słodkich napojów jem absolutnie co chcę, ilości też nie liczę, tyle że staram się nie przesadzać) i przy truchtaniu tyle samo co zwykle w dwa tygodnie straciłem 3 kg :O Kto nie miał nadwagi ten nie wie, jak to obciąża organizm i obniża komfort życia, zejście z moich rekordowych 100 do 85-6 już było kosmiczną różnicą, ale widzę że to się nie zatrzymuje i każdy kolejny kg w dół naprawdę robi różnicę. A najlepsze jest to, że od kiedy zacząłem biegać nawet dieta piwno-lodowo-chipsowa i to przy konsumpcji późnowieczornej powoduje u mnie jedynie utrzymanie wagi, a nie tycie, co jest kolejnym pozytywem :D |
Nie raz mi przechodza przez rece doslownie sterty laptopow v5 core lub nowsze, ale to mozna liczyc na kilogramy a nie na sztuki juz :D
|
No przecież z takich 'wystawek' u nas sprzedają te poleasingowe sprzęty, niektóre jak nówki z kartonu. Przychodzi decyzja z góry i wymiana wszystkiego. W firmach tak bywa - albo wydasz pieniądze (zrobisz koszty), albo zaniesiesz do skarbowego.
|
Dobrze Grzeniu prawisz. :tak!:
A przynajmniej część z tej swołoczy na dole się cieszy, bo ma z tego zysk w postaci świetnego sprzętu za darmo. :kasa: |
Firmy wymieniają na polecenie od GTW, a swołocz na dole wykonuje i nie dyskutuje. Zawsze są jakieś układy, na które nie ma rady.
Czasem stoi za tym jakaś logika, czasem nie. |
Rosnąca presja ekologów i środowisk im sprzyjających być może przechyli szalę na stronę większej naprawialności. Jak będzie - czas pokaże. :]
|
Hmm, to bardzo ciekawe podejście, jak ja stwierdzam, że jakaś firma jest be, to nie kupuję kolejnych jej produktów, zamiast wyrzucać już posiadane :P Choć potencjalnie rozumiem ideę, dziś każdy się boi że urządzenia mają backdory, wykradają nam dane itd.
To mi z kolei przywodzi na myśl pokrewny temat - rozwoju elektroniki ogólniej. Na naszym podwórku mamy dwie tendencje - światową, tworzenia urządzeń z samymi zarządzalnymi układami chronionymi wszelkim możliwym szyfrowaniem, niemożliwymi do wymiany i lokalną, wymagania, żeby urządzenie dało się jednak czasem naprawić. Na razie szala ciężkości powoli pełza ku nienaprawialności, a mnie ciekawi co będzie za 3, 5, 10 lat... |
No niestety ceny oszalały już dawno - jak śledzę rynek to zaczęło się tak koło 2018/19. A już ceny produktów klasy biznes/enterprise (jak zwał tak zwał) mimo że zawsze były wysokie, tak teraz są wręcz kosmiczne. Co do rozbudowy sieci domowej to się nie odniosę, bo to sprawa mocno indywidualna, ale patrząc na ceny komponentów do budowy podstawowego domowego LANu to koszta samego sprzętu są rzeczywiście czterocyfrowe, i to są raczej te większe cyfry niestety.
O taniej chińszczyźnie to się nawet nie wypowiem, bo mi zaraz ciśnienie skoczy. :mruga: Firmowy śmietnik potrafił mnie nieraz mile zaskoczyć - ostatnio wygrzebałem kilka gigabitowych, zarządzalnych 24portowych switchy, prawie nowych. Powód? Centrala w Niemczech uznała że Netgear nagle stał się "be" a Cisco "cacy", więc robią wymianę. Nasze IT obiecało mi z tej okazji że dostanę od nich również jednego 48portowego switcha, też "prawienówka". :spoko: Szkoda jedynie że wszystkie one są na gigabitowym SFP (wolałbym żeby chociaż 2.5) ale coż - darowanemu koniowi i tak dalej... :fiu: |
No właśnie dziwią mnie ceny co niektórych produktów sieciowych (w szczególności oczywiście gdy mówimy o klasie 2,5 czy 10 Gb). Obecność tańszych modeli pokazuje doskonale, że to nie koszty produkcji podnoszą ceny, zresztą jeśli się przyjrzeć budowie tych urządzeń to również trudno dopatrzeć się tam cudów. I tak jak nie uważam za rozsądne kupowanie najtańszej chińszczyzny, gdzie potem uzyskanie jakiejkolwiek rozsądnej wydajności i stabilności to wyzwanie, tak rozbudowa sieci domowej tak, że wartość koszyka waha się między cztero a pięciocyfrową... cóż, bez przesady :sciana:
Jeśli firmowy śmietnik zawiera takie produkty, to trochę inna sprawa :spoko: |
No tak właśnie zmyślnie przekierowuje, o ile oczywiście użytkownikowi końcowemu uda się tę opcję znaleźć. Bo jak zawsze, nie jest nazwana w jakiś oczywisty sposób, a na dodatek każdy producent za punkt honoru stawia sobie inaczej to nazwać i gdzie indziej w menu umieścić. W głównym routerze (D-Link, jak wyżej widać) to "protocol binding", zaś w zapasowym (nieużywanym jeszcze) TP-Linku to "policy routing".
Rozrzut cenowy zdolnych do tego urządzeń jest szokujący - nowy dlink kosztuje coś koło 500 euro, tplink około 60 (ale nie ma wi-fi, mnie akurat niepotrzebne i tak). Używany dlink to wydatek około 150-200 euro. Mój dlink nie kosztował nic, poza schyleniem się do pojemnika z elektrozłomem w pracy. :D |
Powiadasz, masz komputer połączony z routerem jednym przewodem, a następnie w zależności od zadania router przekierowuje je albo na jedno, albo na drugie łącze internetowe? Zmyślne...
|
Ilość załączników: 2
Sukces! :jupi:
Zadanie było takie - zrobić tak, by jeden komputer w LANie miał własne "wyjście" na zewnątrz (czyli korzystał z jednego z łącz internetowych na prawach wyłączności) a cała reszta urządzeń miała dla siebie drugie łącze. A to wszystko przy zachowaniu jednego LANu dla wszystkich urządzeń - dla możliwości korzystania z drukarki, NASa i innych udogodnień. Bardzo trudne, ale nie niemożliwe. W trakcie poszukiwań i mozolnego grzebania w przepastnych opcjach routera wpadłem jednakże na (IMO) lepszy pomysł - żeby przypisać cały "ciężki" ruch w sieci (torrenty przede wszystkim) do jednego łącza internetowego (znów na prawach wyłączności) a cały pozostały ruch do łącza drugiego. Zaskoczyło przy pierwszej próbie. :spoko: Załącznik 205252 Załącznik 205253 Działa znakomicie. Śmieszną, choć naturalną sprawą jest że ten sam komputer jest "na zewnątrz" widziany pod dwoma IP naraz - np. przeglądanie stron www z jednego IP, a trackery w tym samym momencie pokazują całkiem inne IP. |
W sumie nie wiem czy nie trzeba, zależy od przypadku pewnie, ja się spać położyłem i w ciągu kilku godzin mało nie zdechłem z gorąca, a niedawno zamarzłem, jakbym w lodzie leżał. :sciana:
Ale to dobrze, znaczy, że cielsko walczy. |
Zdrówka życzę Edziu toast2
Jak to dobrze, że już nie trzeba zdychać pod tlenem i respiratorem :spoko: |
Ledwo żyję, już myślałem, że to coś gorszego, ale test mi wyszedł pozytywny wczoraj i dzisiaj, uff, to tylko nieistniejący według foliarzy koronawirus, a bałem się, że jakaś podła grypa. :>
Teraz trzeba będzie pozdychać przez Święta... |
Jedna z moich ulubionych tras biegowych doczekała się oświetlenia. Wiadomo jak łatwo, szczególnie zimą, znaleźć czas na ruch kiedy jest jasno. I oczywiście są latarki, tylko że to nie ten sam poziom jasności i bezpieczeństwa, szczególnie kiedy droga nie jest równa albo kiedy miejscami pojawiają się śliskie fragmenty - ich w świetle czołówki nie widać dobrze.
https://i.ibb.co/9wLPFQ0/1700940164953.jpg Ponoć oświetlona ma zostać cała ścieżka, łącznie to 6,5 km. Swoją drogą w ostatnich latach infrastruktura dla rowerzystów i spacerowiczy/biegaczy naprawdę mocno się rozwinęła nawet na moich kresach, o większych miastach nie wspominając. Przecież nie tak odległe są czasy, w których takie ścieżki prawie nie istniały, a człowiek się cieszył jeśli krawędź jezdni była w miarę równa i nie trzeba było ryzykować zjeżdżając bliżej środka :szczerb: |
Cytat:
|
Jaja jak berety?
|
lol2.
|
O, do czego idzie! Krowy bedo sie źrebili, kobyły cielili, owieczki prosili! Chłop z chłopem spać będzie, baba z babo, wilki latać, bociany pływać, słońce wzejdzie na zachodzie, zajdzie na wschodzie!
|
Dziewczyny i chłopaki, oczy do góry dziś wieczorem. Zapowiadane jest kp6+, istnieje więc spora szansa na zorzę polarną, przynajmniej na północy kraju.
https://i.postimg.cc/7Ydvf9Ww/kpi.png |
za dwa dni będzie piątek :D
|
Ogólnie jest dobrze jak zwykle, dzisiaj nawet kierownik o 19:05 powiedział, chłopaki piszcie dwudziestą. Na pierwszą lokację przyjechaliśmy zjeść śniadanie, jak się ułożyło, to pojechaliśmy od razu na drugą, Ciasteczko Wilanów, złapałem swoim długim cygarem miejsce dla światełka, a później trzeba było tylko pilnować, że jak nas służby napadną, za stanie na B-36 + T-24, czyli zakaz zatrzymywania z holowaniem, to trzeba alarm podnieść i robimy odwrót. Oczywiście pozytyw był taki, że nie doszło do tego. :)
|
taktu zaglądam i widzę Wasze wypociny z ostatniego tygodnia... i Was jeszcze bardziej lubię, aż mi w gardle zaschło.
|
Nie wiem, czy mój działa, bo nie sprawdzałem, więc jest to najwięcej warta wiedza bezużyteczna.
A z pozytywów, to właśnie najadłem się chyba ostatniej żółtej fasolki szparagowej w tym roku, trochę włókien było, ale jaki smak! :serdusz: |
Ale jakie to ma znaczenie? Bo - jeśli nie działa, to nieważne jaki on, jeśli zaś działa to podobnie. :taktak:
Też mam taki i też nie wiem. Uznałem, że ta wiedza nie jest warta poświęcenia pewnego wysiłku manualno-intelektualnego. |
Ba! Teraz nie będę myślał o niczym innym tylko o tym, co to za model może być!
|
Dobra, to ja napiszę coś na temat, mam w komputerze napęd DVD, jaki, nie wiem, ale mam. Ciekawe, co?
|
Cytat:
Osobiście nie lubię nawet typowego w Polsce przynajmniej w moich okolicach namawiania do jedzenia przez gospodarzy podczas spotkań towarzyskich (nie mam na myśli zwykłej zachęty, a siedzenia nad gościem: "ale zjedz, śmiało, nie krępuj się" itd.) Kiedyś za granicą podczas spotkania byłem aż zdziwiony że tego nie ma i myślałem, czy jeść, czy nie jeść, bo stoi, ale nikt nie namawia :P I teraz tłumacz się, że może jesteś na diecie, albo nie możesz czegoś jeść ze względu na uczulenie, wegetarianizm, weganizm albo dlatego, że nie znosimy jakiegoś dania. Z rozmowami jest podobnie, możemy jakiegoś tematu mieć dość, możemy się nie znać, albo mieć swoje poglądy ale nie chcieć wikłać się w dwugodzinną bezsensowną batalię na argumenty i odczucia, po której nikt nie będzie o włos przekonany do racji drugiej osoby. Ta druga osoba ma prawo w myśli nazwać nas durniami (Bogiem a prawdą może być w tym werdykcie druga po nas), ale miło by było gdyby tę opinię zostawiła dla siebie, skoro myśmy swojej również nie wygłosili :D |
Cytat:
|
Najgorsze jest to, jak trafisz na gościa, który zna się na farmacji, dietetyce, profilowaniu behawioralnym, produkcji akumulatorów litowych, oraz o tym, że ludzie nie wylądowali na Księżycu, bo to Stanley Kubrick to nakręcił, a skąd to wiadomo, bo mógł.
Spróbuj z takim gościem merytorycznie pogadać. Skarpetka na lewą stronę. |
Ostatnio nie da się opędzić od osób, które nadają w tematach, o których tu nie rozmawiamy. Jednak nie o same tematy mi tu chodzi, ale obserwuję rozkwit sposobów na sprowadzanie każdej możliwej rozmowy/dyskusji do tychże. k***a
|
To się zrobiło trudne do zniesienia dopiero kilka lat temu, z okazji pandemii. Wcześniej ludzi którzy spełniali jednocześnie dwa warunki: a) mają poglądy, które opierają się wiedzy naukowej, weryfikowalnym faktom i zdrowemu rozsądkowi oraz b) oraz ochotę i zamiar dzielenia się nimi ze wszystkimi dookoła, najlepiej przez najmniej 80% czasu który spędzają z innymi - było bardzo niewielu. Jak na nich trafiliśmy, to rozmowa była nawet ciekawa, taka egzotyka. Dziś takich ludzi można spotkać na przysłowiowym każdym roku (czyli idąc do sklepunarogu statystycznie zawsze na takiego wpadniemy).
Może to i racja, że każdy ma jakiegoś, większego lub mniejszego, *******ca. Ktoś będzie gadał pół godziny o swoich kotach jak wspomnisz, że masz nowego kota. Ja gadam za dużo o bieganiu od kiedy zacząłem biegać. Tyle, że większość ludzi czuje kiedy wystarczy i potrafi w rozmowie pogadać o swoim koniku, a potem posłuchać o naszym. Poza tym jeśli pasje są różne, to rozmawiając z kilkoma osobami nie znudzimy się. Gorzej, kiedy z kimś da się rozmawiać tylko o jednym, a w dodatku niebawem trafiasz na kolejną osobę, która znów chce o tym samym... |
Ludzi zaburzonych nie brakuje, w sumie to każdy jest, bo jest jakiś inny, ale niektórzy bywają tak bardzo poza naszymi prywatnymi granicami akceptacji, że na początku są zabawni, ale po jakimś czasie zaczynają męczyć, przynajmniej ja tak to odczuwam. Wszystko jest fajne na krótką metę, ale jak siedzisz na przeklętym monitoringu 12 godzin z takim zawodnikiem, musisz być skupionym na czymś, czego się i tak ogarnąć nie da w pełni i słyszysz, że te szczepionki, te lekarstwa, ten rząd światowy, te leki, ten żydowski spisek itd. to męczysz się strasznie. Wszyscy jesteśmy nienormalni, bo nikt nie jest taki sam, ale są jakieś granice osobiste, czyli nienormalne. :D
Sprawę upraszczając do bólu, są ludzie których ględzenie możemy zaakceptować, lub tacy, którzy nas wyprowadzają z równowagi psychicznej. Wszystko jest dobrze, dopóki z takim gościem nie jesteś uwięziony na 12 godzinnej zmianie. :D |
Tetryków z balkonikami nie widziałem, ale mam taką teorię, że oni (i kilka innych grup ludzi) po prostu przybiegają tak szybko, że ja już ich nawet nie widzę na mecie, bo dawno ich nie ma ;)
Z wyznawcami teorii spiskowych trzeba nauczyć się żyć, bo jest ich trochę za dużo, żeby dało się ominąć. Szczególnie, że w znakomitej większości przypadków nie są zwróceni przeciwko nikomu szczególnemu (a więc i nie przeciwko nam), bo ci źli to zawsze są "oni", na których nikt nigdy się nie natyka. Miałem takiego znajomego we wsi, w której mieszkali moi dziadkowie, który widział tam (zwykle na "CPNie") znanych aktorów, polityków, ba - Hitlera kiedyś widział. No i nieraz mówił mi, kiedy mnie spotkał, że widział (na CPNie) mojego sobowtóra, który wyglądał jak ja, miał gesty jak ja i mówił jak ja. Kiedyś powiedział mi to spotkawszy mnie na stacji więc z ciekawości zapytałem, skąd wie, że to nie ja jestem tym sobowtórem skoro jesteśmy identyczni, na co on bez mrugnięcia okiem: "no co ty, przecież on cię tylko udaje" :D |
Czy kategoria dla tetryków z balkonikami też była? Może bym wygrał! :jupi:
Jarsonu, miałem w liceum kolegę, który CODZIENNIE biegał rano właśnie 13 kilometrów, miał swoją zmierzoną trasę, nie odpuszczał nigdy. Nieważne, że lało, że było błoto, mróz, upał, czy wypił kiedyś ze mną litra 50% Finlandii, po której zdychaliśmy. Nieważne, biegał swoim tempem, jak mu nie szło czasami i było późno, to brał u mnie prysznic i się przebierał (mieszkałem 250 metrów od szkoły, a on u mnie miał torbę z ciuchami na zmianę). Jakby chciał przycisnąć, sprawdzić się, to ciekawe co by w szkole robił po tym. I tak wzbudzał podejrzenia nauczycieli, bo był zawsze czerwony na ryju. :D Jak kiedyś jechał autobusem, który walnął lekko w ciężarówkę, a on, zakuwając bodajże fizykę, głową w słupek, to po odwiezieniu go do szpitala, trafił na erkę, bo miał puls około 40 i wielkiego guza na czole. :haha: Wcześniej trenował pięciobój nowoczesny, no i tam się zaraził biegami, a warunki fizyczne do długich dystansów miał niezłe, wyglądał jak biały Etiopczyk. :haha: A, oczywiście biegał wszystkie warszawskie długie biegi jakie były, bo dlaczego nie? Pozytyw jest taki, że siedziałem na zastępstwie w robocie z normalnym gościem, którego znam z różnych prac od 2014 roku. Efekt tego jest taki, że wróciłem niezniszczony psychicznie. Mogłem jeszcze trafić na wyznawcę teorii spiskowych, lub człowieka, który udowadnia, że można żyć nie posiadając mózgu, lub dziadka, który opowiada kawały z 40 kilometrową siwą brodą, tego ostatniego można przeżyć, po dwóch pierwszych musk mi się wywija na lewą stronę. |
3/4 razy kiedy startowałem w tym roku w tych samych zawodach brała udział kobieta (poznaliśmy się i za każdym razem zamienialiśmy parę słów), która ma 68 lat. Biega codziennie 17 kilometrów. Dla przyjemności. I ma się świetnie.
Problem polega na tym, że większość osób bierze się za sport w tradycyjnie "nasz" sposób - nic nie czytałem, nikogo nie zapytałem, ale wiem jak to robić, bo wydaje mi się, że tak i nawet nie chcę słyszeć że nie tak i że to jednak nie jest takie proste. Bo jeszcze musiałbym/ałabym cofnąć się o krok i zacząć od początku. I w przypadku biegania wygląda to tak, że zwykle wymyślają trasę, wychodzą i od pierwszego metra biegną jak na zawodach, a po każdym takim biegu sprawdzają, czy była życiówka. Tymczasem mamy masę literatury fachowej, czy co najmniej bardzo dużo materiałów w internecie (tu już oczywiście trzeba ostrożnie, nawet bardzo), że o specjalistach nie wspomnę (choć i ja z nich - po naszemu - nie korzystałem - ale gdyby złapała mnie kontuzja to nie przykładałbym liści kapusty ani łykał zdobytego na lewo tramalu, tylko odżałowałbym na fizjoterapeutę). Generalnie bez względu na metodę treningu biegowego podstawa stanowi zupełne zaprzeczenie biegania "na hura". Bo tą podstawą jest spokojny bieg, różnie nazywany - wolnym wybieganiem, treningiem w drugim zakresie, tempem tlenowym. On stanowi podstawę, dominantę treningu, tak się biega 80-90% czasu (zawodowcy nieco mniej, ale tylko nieco), różnicując go ale w aspektach innych niż tempo. Do tego dochodzą poprawnie wykonywane rozgrzewki, właściwy sprzęt, wizyty u fizjo jeśli potrzeba, inne aktywności jak basen - to wszystko, co różni bieganie rozsądne i prozdrowotne od takiego: "schudnę w miesiąc 20 kilo bo mam tyle nadwagi, a na koniec dla uczczenia tego przebiegnę maraton w 3 godziny". Kiedyś każdy miał gdzieś zasady BHP w połowie firm, ludzie się forsowali, przesilali, a potem szli na rentę w wieku 50 lat bo mieli tak zniszczone organizmy. Dziś to rzadkość i patologia, natomiast wiele osób wciąż tak kojarzy pracę - jako miejsce gdzie niechybnie traci się zdrowie i staje zgiętym wpół kaleką. Myślę, że to samo pokutuje w myśleniu o sporcie jako czymś, co musi szkodzić zdrowiu, musi być męczące i nieprzyjemne itp. No niekoniecznie ;) |
Podryguj, podryguj, niebawem będziesz miał co wspominać.:D
No, ważne że będzie co :spoko: A z browarkiem, to przygotujcie się rano. |
Wiekowej, choć jak się nad tym zastanowiłem to mnie jeszcze bardziej ucieszyłeś - w mojej kategorii wagowej prawdopodobnie byłem pierwszy :D
|
Cytat:
|
Zakończyłem pierwszy sezon po 20 latach siedzenia na kanapie biegiem na 13 km z czasem 55:25 i miejscem 14/79, 2. w swojej kategorii :jupi:
|
Katarzyna Niewiadoma mistrzynią świata w kolarstwie gravelowym!
|
Przypomniałeś mi stroje pływackie typu "skóra rekina" czy coś w tym rodzaju, obecnie już zabronione. :)
Chociaż osobiście jestem zdania że jeśli sprzęt wspomaga sportowca w sposób pasywny, to nie ma problemu. :] |
I słusznie - bo zaczynamy obracać się w okolicach cienkiej granicy między technologią podnoszącą komfort, zmniejszającą ryzyko urazu, a wpływającą na wyniki.
Czytałem niedawno, że badacze pracują nad strojem dynamicznie reagującym na pracę mięśni biegacza. Tego typu koncepcje były już wcześniej, wymagają użycia jeszcze kilku elementów z różnych materiałów i otrzymały nazwę "rower". Może mniej dopasowane do ciała, ale tam również człowiek naciska na taką śmieszną stopkę i biegnie szybciej :D |
Są takie co ponoć "same biegają" - co swego czasu wywołało spore kontrowersje w lekkoatletycznym światku.
https://www.businessinsider.com/nike...ly-2020-8?IR=T |
Dotarły do mnie zamówione specjalnie przed ostatnimi zawodami w tym roku New Balance'y Rebel v3. To już jest pozytywne. Drugi pozytyw jest taki, że pasują jak ulał, a różnie bywa z rozmiarówkami różnych producentów (na wymianę nie starczyłoby czasu). Trzeci - biega się wygodnie, dosłownie o włos szybciej niż w treningówkach, ale bez przesady. To świetna wiadomość, bo oznacza, że jednak wciąż to głównie biegacz ma znaczenie a nie pieniądze włożone w sprzęt. Jest też zła strona tego medalu - oznacza to, że do tej pory biegałem wolno ze względu na mój poziom wytrenowania a nie brak butów bardziej sprofilowanych pod starty :haha:
|
Pindol, albo PiS da. :D
|
Cytat:
|
Dziś 61. miejsce (z 438) na Jesiennej Dysze w Lublinie :)
Pogoda świetna (jeszcze lekko za dużo słońca, ale 16 stopni, brak wiatru, brak opadów - komfortowe warunki), atmosfera tak samo. Trochę zamarudziłem w domu i żeby na pewno zdążyć odebrać pakiet startowy stanąłem gdzie nie wolno, ale przed startem jeszcze przestawiłem auto, w miejsce gdzie nie bardzo wolno :haha: Oczywiście moje dziewczyny nie okazały zainteresowania wyjazdem ze mną (a miejsce fajne na niedzielny chillout), równie oczywiście jak wróciłem to jedna stwierdziła, że przecież ona chciała, tylko mi nie powiedziała kiedy zapytałem :P |
ja bym powiedział że trąciło tutaj wstępem do rozmowy zielonoświątkowców :P
|
Tak, to światło, to rozpędzona lokomotywa. :taktak:
|
ja chciałam tylko napisać, że jeśli teraz jest u was źle i tracicie nadzieję - na pewno to się skończy. Złe chwile nie trwają wiecznie, zawsze jest światełko w tunelu!
|
Jarson, gratulacje. Tym większe że samym osiągnięciem dzisiaj bywa zorganizowanie się do takiego wyczynu.
Tak mi się nasunęło w temacie biegów... wie kto gdie to zabiegł Icemac że się nie odzywa? https://i.ytimg.com/vi/5tMA7b_VoMk/h...ZemorGEQdZTK3w |
Wczoraj ukończyłem pierwszy w życiu półmaraton, a przy okazji pierwsze zawody biegowe od 20 lat :) 1:52:17, jak na mój wiek i to, że wróciłem do biegania dwa miesiące temu, a od miesiąca trenuję do tego dystansu (z początkowym planem złamania dwóch godzin) nawet nieźle :)
|
Kręcicie bat na siebie, oj kręcicie :bicz:
|
Czekaj czekaj, odwróciłeś o 180 stopni moją koncepcję, ale w Twoim wydaniu nadal jest bardzo kusząca :haha:
|
Cytat:
Chociaż z drugiej strony, trzymanie ich w workach, też daje radę. |
Cytat:
|
Kanały Plus? :rotfl:
|
Podobno Pis forsuje ustawę o pilocie TV.
Na jedynce ma być Pornhub, na dwójce YouPorn, a na trójce RedTube. Co wy na to toast2 |
A w drugim etapie zamontowanie pustej cdr w wirtualnym napędzie? lol2
|
Testy na inteligencję w domu zaczyna się od sprawdzenia 3 umiejętności:
|
Oj sa bardzo dobrzy lol2
|
Narzędzia proste raczej giną niż im szkodzą, co mnie do szału doprowadza. Wyższej tiechniki nie ruszają. Ogólnie starają się nic nie umieć, żeby mieć wymówkę nicnierobienia i, powiem ci, są w tym naprawdę dobrzy. :sciana:
|
No właśnie jak już napisałem posta to pomyślałem, że powinienem był właśnie to dodać :taktak:
Jeżeli masz obawy związane ze swoimi domownikami, z których większość zdążyła Cię przerosnąć (oczywiście mam na myśli wzrost :D), to co ja mam powiedzieć ze swoimi latoroślami :P W zasadzie to na takie rzeczy - NaOH, Domestos, nożyczki, ibuprofen w syropie, elektronarzędzia, wszystkie inne narzędzia, zszargane nerwy moje i żony - przydałaby się szafa pancerna w piwnicy ;) |
Jeszcze jest wariant ostateczny przed rozkręcaniem. Kręciołek ze spiralą :rotfl:
A tego NaOH to muszę kupić, tylko nie mam pewności czy domownicy nie zrobią sobie krzywdy. Dzisiaj rozum i wyobraźnia są w cenie, a ja jestem realistą. |
Ale jaktotak? :O Soda? Kaustyczna? Do rur?
No ale kto to widział tak pozbawiać zarobku producentów dedykowanych środków do czyszczenia ;) |
Mam 5 bab w domu na wszystkie kudly to soda kaustyczna idalna jest. soda kaustyczna rozpusci tluszcz i wlosy
|
W prysznicu to nawet domestos da radę (przynajmniej u mnie dał). :spoko:
|
No właśnie do prysznica by się przydała, bo tam w ogóle brak dostępu do syfonu pod płytkami.
|
Kupiłem wiaderko na alledrogo, 3 kilo za 46 zeta, lepiej brać od razu większe. Na raz zużyłem ze 200 gramów. Używam też w prysznicach, tam to zupełnie nie ma dostępu, żeby coś zrobić.
|
A nie no, te ze sklepu to co najwyżej udrażniają kieszeń.
Przy okazji. gdzie się kupuje sodę k.? Specjalnie nie szukałem, ale w zwykłych sklepach chyba nie ma. PS Kret coś tam daje, ale bez szału. |
Pewnie wszystkiego nie, ale reakcja jest bardzo mocna, porównania do środków ze sklepu nie ma żadnego, tu się gotuje i naprawdę wyżera.
|
Wszystkiego nie wyżarło, tylko udrożniło, za jakiś czas znowu się zatka.
Dobrze to trzeba rozkręcić syfon (bez demontażu całego) i ubrudzić łapki. |
W sumie nie wiem, czy to takie pozytywne, ale... Zakleił mi się zlew w kuchni, klapa, praktycznie nie spływa. No i jak mnie w domu nie było, to słyszałem, że 3 razy trzeba było chodzić po 2 żele do odtykania, a i tak jest źle. No ale jestem, więc wziąłem wiaderko z niezbyt drogą substancją, czyli sodą kaustyczną, wsypałem, za kilka minut bulgotnęło i zeszło. Wsypałem jeszcze raz, poczekałem kilka minut, no i na ostro, NIE RÓBCIE TEGO W DOMU!!! zalałem wrzątkiem. UWAGA PLUJE z odpływu. Wyżarło wszystko, najtrudniejsza sprawa, to pamiętać, żeby co jakiś czas, profilaktycznie, sypnąć wodorotlenku sodu w odpływy.
|
Ostatnio w modzie depilacja woskiem calego ciala, razem z otworami tu i tam :szczerb: , Beczka wosku czeka, rwiemy bez litosci :>
|
To... zapraszam do lazaretu na depilację, misiu cię wypęsetuje na kozetce :rotfl:
Dowiesz się i o lepiej płatnej pracy i o bikini. Wiesz, ogólnie o starych karabinach. :haha: |
Ilość załączników: 1
Cytat:
Załącznik 195867 BTW. Heh.... tak właśnie wpadłem na pomysł by stworzyć nowy dział dla takich ancymonków, bardzo adekwatny.. ja bym go nazwał "LAZARET 2.0 - refundacja tylko z NFZ" ... w wiecie że jaszczurka to krokodyl co się leczył na NFZ :D |
Jusz po wszystkiem, ale to przecież wiesz :D
|
to kiedy wstawiać Toma z dwururką? :rotfl:
(Tak Grzeniu... wiem że byle nie za późno... :haha:) |
Cytat:
Uuu... to bedzie bolesne k***a |
Chyba wiem jaką. Będzie ci tu ciężko, oj ciężko, się wykazać.
|
Znalazłem nową lepiej płatną prace... :D
|
O ile, gdy pilnowaliśmy asfaltu, lub kostki brukowej, to nasza szefowa nie czepiała się picia, dopóki ktoś nie był pod widocznym wpływem, no to tutaj najmocniejszą używką może być kawa. ;)
|
Nie no, na zewnątrz wiadomo. Ale w pakamerze cisza i spokój.
Przeca jak przyjadę to przyjdę do ciebie do pakamery a kastę będę miał :D |
Przyjedziesz, nawalisz się, uśniesz, a ja ci nocleg w żłobku zdalnie załatwię, także spoko, trzeba ludziom pomagać. :>
|
Będzie siedział w pakamerze i głupa palił. Żyć nie umierać, znaczy spać nie umierać :D
|
Cytat:
|
Zmieniłem pracę, na razie umowa jest na ryj z nowym pracodawcą, a stary nic jeszcze nie wie, chociaż jak dostanę grafik, to też mogę trochę robić na planach. Powód? PESEL? Miesiąc w sumie byłem chory, reumatyzm łamie w lewym ramieniu, a tak będę siedział w super warunkach, tyle, że spać nie można. Teoretycznie. :>
Edit: Co przeraża, to ponad 500 kamer, jesteś Darthem Vaderem w gwieździe śmierci. :D |
Ja miałem zwykle po 40 dni na początku roku, ale jakoś udało mi się powybierać i teraz mam bodajże 27 czy 28... taka sytuacja :P Ale na takim prawdziwym urlopie wyjazdowym nie byłem... kurczę, od trzech lat...
|
Ja jeszcze niet urlopu. Może kiedyś przyjdzie.
|
Panie, dwa dni wolnego jest męczące, a dwa tygodnie? :O
|
| Wszystkie czasy w strefie CET. Aktualna godzina: 01:51. |
Powered by vBulletin® Version 3.9.0 LTS
Copyright ©2000 - 2026, vBulletin Solutions Inc.