![]() |
Cytat:
Działał bardzo długo, nie pamiętam jednak jak się jego historia potoczyła. Ruskiego elektronika też miałem - strasznie był duży i ciężki, do przełączania między "funkcjami" miał tylko jeden przycisk, natomiast do zmian ustawień - trzy (naciskało się długopisem). Był to notabene najszybszy zegarek jaki kiedykolwiek miałem - spieszył się kilka minut dziennie. :haha: Za to skończył swój żywot tragicznie - po awarii został położony na szynę przed nadjeżdżającym tramwajem. :D |
Ilość załączników: 3
Proszę foty
Zerknąłem na zdjęcia ze zlotu, też go widać :) |
Montana.. Też miałem :) Najpierw długo o takim marzyłem, w końcu sobie albo kupiłem albo dostałem i byłem happy :)
Melodyjki były nawet fajne (jak na tamte czasy) i w sumie aż dziwne, że żaden z tych zegarków (bo miałem w sumie kilka) mi się nie ostał na pamiątkę. Chętnie przypomniałbym sobie 'brzmienie' ;) |
Kamienie pełniły (i do dziś pełnią) rolę łożysk dla elementów ruchomych. Są znacznie twardsze i wytrzymalsze od np metalowych, chyba te kamienie to były rubiny :hmm: takie czerwone były.
Najważniejsze, żeby cały balans był na kamieniach. |
Jeśli chodzi o analogi, to "za komuny" oprócz ruskich, najpopularniejsze były NRD-owskie firmy "Ruhla", najczęściej bezkamieniowe. W rozmowie z zegarmistrzem w tamtych czasach, dowiedziałem się, że im więcej kamieni, tym zegarek lepszy. Nie pamiętam jednak jaką rolę te kamienie w zegarku pełniły :D
|
Cytat:
pewnie kilka osób też :> |
Cytat:
|
Jakoś tak w połowie lat osiemdziesiątych to już każdy (dzieciak) miał elektroniczny zegarek z melodyjkami, były specjalistyczne firmy co ten shit sprowadzały z RFNu i sprzedawały sporo drożnej w niektórych butikach... pamiętam jak każde dziecko dostawało taki zegarek na komunię... mało kto pamieta że w tym czasie znacznie taniej u "jubilera" można było dostać trwałe rosyjskie zegarki analogowe na prawdziwych kamieniach mierzące bardziej dokładnie czas, które dziś są bardziej poszukiwane przez kolekcjonerów...
Jeśli mam za czymś żałować z lat PRLu to za tamtejszymi księgarniami, wtedy książki były bardzo ale to bardzo tanie i wybór szczególnie z gatunku książek naukowych, beletrystyki oraz S-F był naprawdę spory, często spotykało się książki przecenione, ich wartość przy inflacji była taka ze książka kosztowała tyle co włoski lód kręcony z automatu albo kijowa oranżada z PSSu... poza tym podobnie można było nabyć mnóstwo płyt analogowych z muzyką poważną, muzyką folkową i ludową za grosze... (płyty te nie miały specjalnego zainteresowania wtedy)... dziś płyta CD z podobną tematyką kosztuje krocie, lub jest trudno uchwytna, ludzie interesują się głównie muzyka rozrywkową wiec to się mało sprzedaje... żałuje że więcej tego nie kupiłem w tym czasie... |
Miałem też taki wyświetlany diodami. W środku dwie baterie miał, starczały na ok pół roku. Teraz te baterie to groszowa sprawa u każdego zegarmistrza, ale wtedy nie do zdobycia były - poza Pewexem, gdzie kosztowały po 2,5$ :O
Trymerek też miał, też go dopracowałem sam :) Sprawdzić czas, na tym zegarku, w kinie - niezapomniane :D |
Mój pierwszy zegarek elektroniczny był zegarkiem diodowym. Przysłany w paczce z Kanady na początku lat 80-tych. Żeby zobaczyć godzinę trzeba było, niestety, wcisnąć przycisk. Wtedy zapalały się czerwone diodki. Jakoś tak po dwóch latach odmówił posłuszeństwa - część diodek nie paliła się. Co ciekawe, po zdjęciu dekla koperty, wewnątrz był maleńki trymer, przy pomocy którego można było wyregulować dokładność "chodu" zegarka. Pamiętam, że udało mi się tak go wyregulować, że pokazywał czas co do sekundy. Niestety obecne elektroniki nie mają tej możliwości a dokładność "chodu" zegarka zależy od kryształu kwarcu. Gdzieś czytałem, że im dokładniej jest on oszlifowany, tym dokładniej chodzi zegarek. Najczęściej zegarki spieszą się. Ale są i takie, które się spóźniają. Kuzyn kupił jakąś taniochę na bazarze, to w ciągu miesiąca zegarek spóźnia się ok. 3 minut :szczerb:
|
Pamiętam zegarki Kessel i Montana :D Ale byłem za mały zeby mieć takie coś.
W 1992 dostałem taki z kalkulatorem :D |
Mój pierwszy eketroniczny to był jakoś rok 1983 albo 1984, był to zegarek 4 przyciskowy z 7 melodyjkami, stoperem, datownikiem, budzikiem i czymś tam jeszcze, nie pamiętam firmy ale być może jedna z chińszczyzn ówczesnych sprzedawanych w RFNie... szpan na całego wówczas w PRLu... zepsuł mi się po 4 latach, chromowany połysk całkiem "złuszczył się" z obudowy po roku mimo to nadal paradowałem z nim do szkoły wzbudzając respekt kolegów, potem wylądował w koszu, bo dostałem w 1988 casio w prezencie z cyfrową tarczą... jeszcze większy szpan wtedy...
|
a was to kto pozamiata, he?
a propos - pamiętacie ruskie zegarki elektronika? to był bajer :D |
Cytat:
Niestety - mi też bardzo się nie podoba zmuszanie ludzi do przechodzenia na świetlówki - kilka osób już wiele o ich wadach napisało - wbrew pozorom to jest nadal ŚWIETLÓWKA a nie żarówka i ma negatywny wpływ na oczy - wiem, wiem zaraz niektórzy zaczną negować - ale np. @andrzejj9 i @Ormianin też o tym pisali - ja co prawda nie mam takich odczuć i nawet zwykła świetlówka mi nie przeszkadza - ale niektórzy mogą mieć. Kolejna sprawa - ich teoretyczna trwałość - z tym dziś bywa bardzo różnie - owszem w miejscach gdzie oświetlenie włącza się na dłuższy okres czasu to ma to sens - ale co z łazienkami, ubikacją czy nawet zwykłą kuchnią - nie mówiąc już o klatkach schodowych - ciekaw jestem co zrobią spółdzielnie mieszkaniowe - zapas żarówek na 10 lat czy może zaczną montować świetlówki ... i wymieniać je co kilka miesięcy ... a kto za to zapłaci ? Zgadzam się też z kolegą, który napisał, że nie są słuszne "odpowiedniki" podawane na opakowaniach - przykład w pokoju w lampie mieliśmy żarówkę 75 W - po zamontowaniu odpowiednika świetlówki - ciemniej ! - zamontowaliśmy świetlówkę odpowiednik żarówki 100 W - porównywalne oświetlenie - ale nadal jakoś tak "dziwnie" :( Nie wspomnę już o takich problemach jak rozjaśnianie się świetlówek - teraz mamy inną w łazience, ale jak mieliśmy pierwszą - to ta zanim się rozpaliła na 100 % to kończyło się myć ręce ... I ta niby ekologia ... tylko, że szkodliwość odpadu w postaci żarówki a szkodliwość zużytej świetlówki .... bez porównania - tak samo jak w kwestii wyprodukowania .... Aha - i mnie jeszcze jedna sprawa śmieszy - chyba ktoś coś już o tym pisał - UE i zwolennicy świetlówek przekonują, że tradycyjne żarówki tak często trzeba było wymieniać - cóż - owszem może tam gdzie żarówka się świeciła 6-8-10 godzin to i tak - ale u nas w mieszkaniu to są żarówki, które wkręcane były ładnych kilka lat temu ... niektóre może i 10 .... i nadal świecą i poświecą może i kolejne 10 ... a nie trzeba było w nie "inwestować" jak w świetlówki ... |
Chyba realiści. Zresztą jak to zwał, tak zwał, ale w całej historii jakąś rządzącą bandę przegania inna, która potem rządzi, są w tym wszystkim małe przebłyski nadziei dla maluczkich, tak małe jak chwilowy skwierczący ogień mokrego knota świecy, ale może dla takiego widowiska warto żyć? Nawet w ułudzie, że coś to da? Bo życie w krainie krowich mord podążających za stadem nie jest ładne, nawet jak sobie wmówimy, że takie spokojne, unormowane i pełne miłości. Na dój, na rzeź. Taki cel.
Idę spać. :> |
| Wszystkie czasy w strefie CET. Aktualna godzina: 11:56. |
Powered by vBulletin® Version 3.9.0 LTS
Copyright ©2000 - 2026, vBulletin Solutions Inc.